+48 790 300 458 kontakt@biuromowcow.pl
5 skutecznych sposobów na opanowanie treści przemówienia

5 skutecznych sposobów na opanowanie treści przemówienia

Masz genialny pomysł na przemówienie. Co możesz zrobić, żeby się upewnić, że kiedy staniesz na scenie, nic Ci nie ucieknie? Że powiesz wszystko, co sobie zaplanujesz i co jest dla Ciebie ważne? W tym tekście mam dla Ciebie pięć podpowiedzi.

Przede wszystkim – ćwicz

Mówcy zwykle dużo czasu poświęcają na przygotowanie przemówienia. Opracowują je merytorycznie, czasem sporządzają mapę myśli, żeby z łatwością poruszać się po swojej opowieści. Sprawdzają fakty, daty, nazwiska, liczby. Sięgają do fachowej literatury, szukają ciekawych i barwnych przykładów, które potem ilustrują ciekawymi i barwnymi – a czasem pięknymi, minimalistycznymi – slajdami. Robią notatki. Na ostatnim slajdzie piszą: „Dziękuję za uwagę!” i… czekają na godzinę zero. Tuż przed wejściem na scenę pojawia się jednak lekki ścisk w żołądku, lekkie zawroty głowy, lekka miękkość kolan – „Czy na naprawdę wiem, co chcę powiedzieć?”. Jeśli jesteś jednym z tych mówców, to mam złą wiadomość. Kończąc proces przygotowywania się do wystąpienia na opracowaniu jego treści i slajdów, wykonujesz zaledwie połowę roboty. Druga połowa to przećwiczenie tego, co chcesz powiedzieć. Mówcy często nie doceniają wartości praktycznego przećwiczenia swoich przemówień. Uczestnicy szkoleń, którzy mają na przykład 30 minut na przygotowanie 2-minutowego wystąpienia, zwykle kończą po kwadransie, pozostałe 15 minut wykorzystując na przerwę. Niemal nikt nie wykorzystuje tego czasu na ćwiczenie. Stąd moja pierwsza rada – przede wszystkim ćwicz! Rób próby. Mów do siebie, mów do kota, psa, znajomych, nieznajomych. Próbuj, testuj, sprawdzaj. Tylko eksperyment pozwoli Ci określić, czy Twoje przemówienie trwa tyle, ile trwać powinno, czy potrafisz płynnie łączyć myśli i przechodzić od jednego punktu do drugiego, czy pamiętasz wszystkie nazwy i nazwiska, czy Twój żart rzeczywiście jest zabawny. Tego nie da się zrobić w głowie.

Nie ucz się na pamięć – ucz się scenariuszy

Czasem, chcąc sobie dać większe poczucie pewności siebie (o tym, jak bardzo jest to złudne, pisałam tutaj), postanawiamy nauczyć się tekstu na pamięć. Nie jest to jednak najlepsze podejście. Po tekście, który, jak to się mówiło w czasach mojego dzieciństwa, zakuliśmy na blachę, poruszamy się jak po łańcuszku. Słowo po słowie, ogniwo po ogniwie. Kiedy jednak jakieś ogniwo się zerwie – jakieś słowo czy wątek nam uleci – zrywa się cały łańcuszek i trzeba nie lada zręczności, żeby poskładać go z powrotem. Dlatego dużo korzystniejsze jest uczenie się – czy ćwiczenie – scenariuszy. Wypisz sobie najważniejsze punkty ze swojego przemówienia. Im krócej, tym lepiej. Niekoniecznie pełnymi zdaniami, niekoniecznie poprawnie gramatycznie. Najlepiej, żeby każdy punkt był jednym słowem – kotwicą, która przeprowadzi Cię przez kolejny etap Twojej opowieści. A potem, zerkając od czasu do czasu do tych punktów, zacznij opowiadać, traktując je jak drogowskazy. Jeśli przećwiczysz swoje wystąpienie w ten sposób na przykład 10 razy, zaręczam Ci, że za każdym razem opowiesz je w nieco inny sposób, używając nieco innych słów. A to oznacza, że będziesz mieć plan B, C, D, i tak dalej, w razie gdyby jakieś ogniwo w łańcuszku planu A się zerwało. I będziesz je mieć na wyciągnięcie ręki, zamiast gorączkowo ich szukać, kiedy okażą się potrzebne. Przećwiczone scenariusze łatwo wprowadzisz w działanie.

Ćwiczyć mądrze jest lepiej niż ćwiczyć dużo

Pracowałam z mówcami, którzy przygotowywali się do swoich wystąpień według pewnego rytuału: zaczynali ćwiczyć przemówienie grzecznie i przepisowo od pierwszego slajdu. Wszystko szło dobrze, aż nagle pojawiał się jakiś błąd: urywał się wątek, czy mieszały się punkty. W tym momencie mówcy wracali do miejsca, w którym czuli się bezpiecznie – do pierwszego zdania. W ten sposób można jednak ćwiczyć godzinami, a nawet dniami czy tygodniami i… na scenie znów potknąć się w tym samym miejscu. Zasada jest prosta – jeśli Twoim najsłabszym punktem w triathlonie jest bieg, nie zaczynaj każdego treningu od pływania. Jeśli najtrudniejszy w piosence jest dla Ciebie refren, ucząc się jej, nie zaczynaj zawsze od zwrotki. Przejdź od razu do miejsca, które jest dla Ciebie najbardziej problematyczne i zmierz się z nim, korzystając z pełni potencjału świeżego umysłu, nieprzeciążonej pamięci i wolnych mocy obliczeniowych. Gwarantuję lepszy efekt!

Nie da się przećwiczyć przemówienia bez mówienia

Często, kiedy pytam mówców – czy to aspirujących, czy mających już pewne doświadczenie – jak ćwiczyli swoje przemówienia, odpowiadają, że kilka razy je sobie przeczytali albo przegadali w myślach. Tymczasem, dopóki w proces ćwiczenia nie zaangażujemy głosu, nie ćwiczymy naprawdę. Aktorzy mówią, że tekst musi się uleżeć w gębie – i dokładnie tak jest. Mniej metaforycznie: mowa to ruch. Wypowiedzenie każdego słowa to sekwencja bardzo precyzyjnych ruchów, którą musi wykonać aparat mowy. Jeśli te ruchy wcześniej przećwiczysz, wykonasz je sprawniej, bo Twoje mięśnie będą do tego lepiej przygotowane. Będą tę sekwencję ruchów znały i ją zapamiętają (dzięki zjawisku tak zwanej pamięci mięśniowej). Nie będzie Ci się plątał język, a słowa będą płynąć gładko. Jeśli natomiast nie „przegadasz” sobie tekstu, a wychodzisz na scenę wygłosić ważne przemówienie, to tak jakby próbować przejść po linie rozpiętej między dachami dwóch budynków bez żadnej próby, bez wcześniejszego przygotowania. Jak to powiedział kiedyś mój nauczyciel fizyki: szanse są zawsze, tylko czasem są większe, a czasem są mniejsze. W tym wypadku raczej jednak dość małe. Bo ćwiczyć mówienie bez mówienia, to jak próbować schudnąć od oglądania w telewizji aerobiku.

Próbuj w warunkach zbliżonych do warunków przemówienia

Pisałam w poprzednim punkcie o pamięci mięśniowej. Kiedy uczysz się grać na jakimś instrumencie, musisz się przyglądać temu, który klawisz, czy którą strunę przyciskasz. Ale potem już nie musisz patrzeć – palce jakby same zapamiętywały ruch, który mają wykonać. Podobnie jest z jazdą na rowerze, pływaniem, czy jakimkolwiek ruchem – włącznie z mową. Nasz mózg to cudowna konstrukcja, która świetnie sobie radzi z tak złożonymi czynnościami, jak na przykład chodzenie na dwóch nogach (nowoczesne roboty ze swoimi super-procesorami w dalszym ciągu niespecjalnie sobie z tym radzą), między innymi dzięki temu, że zapamiętuje całe sekwencje, ze wszystkimi ich skomplikowanymi zależnościami. Potrafi też czerpać wskazówki na przykład z tego, w jakiej pozycji znajduje się ciało. Można tę wspaniałą zdolność wykorzystać również do nauki treści wystąpień. Jak to zrobić? Jeśli masz wygłaszać wystąpienie na stojąco, ćwicz na stojąco. Jeśli masz je wygłaszać w butach na obcasie, ćwicz również w tym obuwiu. Jeśli będziesz mówić w plenerze, przećwicz swoje wystąpienie w ogrodzie czy w parku. Po pierwsze będziesz mieć wtedy do dyspozycji szeroki wachlarz kotwic pamięciowych. Po drugie zapewnisz sobie komfort dzięki temu, że mniej rzeczy będzie w stanie Cię podczas przemówienia zaskoczyć. To z kolei jedna z technik zarządzania stresem, ale o tym opowiem już w innym artykule.

Patrycja Obara

Patrycja Obara

Konsultant Przemawiania

Patrycja to interdyscyplinarystka, która realizuje się dydaktycznie prowadząc szkolenia dla firm, a także Wrocławską Szkołę Śpiewu stworzoną na fundamentach idei, że śpiewać może każdy, bez wyjątku. Wykładała w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego, tłumaczyła książki i artykuły dla Harvard Business Review Polska. Swoje pasje artystyczne realizuje jako wokalistka, autorka tekstów i kompozytorka w zespole SHE-la.
Przeczytaj też:

Podobało Ci się?

Jeśli chciał(a)byś efektywnie wykorzystać wiedzę z tego artykułu w praktyce, możemy Ci pomóc – napisz lub zadzwoń: kontakt@biuromowcow.pl +48 790 300 458 Pracujemy zarówno z grupami (szkolenia), jak i w sesjach 1 na 1 (konsulting).
.

Zapisz się na nasz newsletter

* pole wymagane

Mit pewności siebie, czyli jak przestać kłamać na scenie

Mit pewności siebie, czyli jak przestać kłamać na scenie

O co poprosisz złotą rybkę?

Gdyby złota rybka miała spełnić jedno Twoje marzenie związane z wystąpieniami publicznymi (niezależnie od ich charakteru – może chodzić o wygłoszenie przemówienia, przeprowadzenie szkolenia czy zaśpiewanie piosenki przed publicznością), to jakie by ono było?

Większość osób, którym zadaję to pytanie odpowiada: „Chciałabym / chciałbym mieć więcej pewności siebie”.

Pewność siebie. Magiczny składnik, który sprawiłby, że wszystko by się zmieniło. Oddech byłby głębszy i spokojniejszy. Dłonie przestałyby drżeć. Kolana by nie miękły. Głos brzmiałby pewniej. Wszystkie słowa i dźwięki byłyby na właściwych miejscach. Gdyby tylko można było być bardziej pewnym siebie. Tylko czy aby – nomen omen – na pewno?

Czym jest pewność siebie?

Spróbujmy na początek zdefiniować słowo pewność. Co to znaczy: być pewnym?

Być pewnym znaczy wiedzieć. Wiedzieć dokładnie, co się wydarzy i jak na te wydarzenia zareagujemy. Przewidzieć wszystkie możliwe scenariusze, reakcje publiczności, usterki i problemy techniczne. Mieć w głowie każde słowo, które chcemy powiedzieć czy wyśpiewać, każdy gest, który wykonamy, każdy uśmiech, każdą interakcję z odbiorcą. Być pewnym znaczy nie mieć cienia wątpliwości.

Chcąc się poczuć pewniej używamy różnych tarcz i podpórek – żeby nie powiedzieć brutalniej: protez.

Chcemy być pewni, że nie zapomnimy tekstu, więc na scenę wychodzimy z kartką.

Chcemy być pewni, że będziemy wiedzieć, co zrobić z rękami, więc coś w nich trzymamy, czy bezlitośnie zwijamy przez cały występ kabel od mikrofonu.

Chcemy być pewni, że na niczyjej twarzy na widowni nie dostrzeżemy grymasu, więc patrzymy w sufit lub w podłogę.

Chcemy być pewni, że nie ugną nam się nogi, więc siadamy na krześle.

Chcemy być pewni, że nie pokona nas stres, więc przed wyjściem na scenę wychylamy lampkę wina.

Iluzja pewności siebie

Tylko co nam dają te tarcze i podpórki? Czy rzeczywiście dzięki nim czujemy się pewniej? Czy może tylko nam się wydaje? Zadam to pytanie inaczej: czy te wszystkie protezy dają nam pewność, że dobrze nam pójdzie?

Czy czytając tekst ze slajdów, ściskając w dłoni marker i siedząc na krześle, chowając się za mównicą tak, że ledwo cię zza niej widać, jesteś PEWNA, że wygłosisz świetne przemówienie?

Czy kiedy stoisz z kartką przed nosem, wiążąc węzeł marynarski na kablu mikrofonowym, a w twoich żyłach płynie krew doprawiona alkoholem jesteś PEWIEN, że zaśpiewasz świetny koncert?

Niech zgadnę: niezupełnie. Dlatego, że pewność siebie to fikcja. Nie da się być siebie pewnym. Tak na 100% pewnym. Marząc o pewności siebie, uznając ją za warunek konieczny dobrego występu, ustawiamy sobie poprzeczkę na poziomie, do którego niemożliwym jest doskoczyć. Nie da się tej poprzeczki nawet musnąć opuszkami palców. A to rodzi frustrację – poczucie bycia niewystarczająco dobrym. Wieczne poczucie porażki. I lęk.

Pewne są za to dwie rzeczy. Po pierwsze każde z wymienionych wyżej rozwiązań oddziela cię niewidzialnym murem od publiczności. A publiczność wyczuje twój lęk i to, że wystąpieniem wygłoszonym zza tarczy proponujesz im relację, która nie opiera się na szczerości. Że próbujesz ich tą tarczą oszukać – UDAWAĆ pewność siebie. Bo publiczność to najlepszy na świecie detektor kłamstw. Na poziomie emocjonalnym – a to ten poziom jest najistotniejszy dla odbioru twojego wystąpienia – oszukać się nie da. Po drugie każde z tych rozwiązań oddziela cię niewidzialnym murem od samego siebie. Każde z tych rozwiązań jest ucieczką. Przed koniecznością zmierzenia się z tym, co najtrudniejsze i sięgnięcia po tę jedną jedyną rzecz, ten prawdziwy magiczny składnik, który rzeczywiście sprawiłby, że wszystko by się zmieniło. Co to takiego?

Żeby znaleźć ten magiczny składnik sięgnijmy do języka angielskiego. Pewność siebie po angielsku to self-confidence. No właśnie. Nie self-certainty tylko self-confidence. A confidence to przecież nie pewność, tylko zaufanie.

Zaufanie do siebie.

Zaufaj sobie

Co by się wydarzyło, gdyby zrobić taki eksperyment i po prostu samemu sobie zaufać? Pozbyć się iluzji pewności, iluzji kontroli i zaufać sobie, że się uda. Że damy radę. Że jesteśmy gotowi. Niewątpliwie nie jest to łatwe, bo zaufanie to generalnie trudna sprawa. Zazwyczaj trzeba za nie zapłacić wysoką cenę – zmierzenia się z własną niepewnością i lękiem. Wiele razy namawiałam mówców czy wokalistów, żeby wyszli na scenę bez kartki. Żeby nie zabierali na nią krzeseł. Żeby się rozluźnili i zaufali, że ich ciało będzie samo wiedziało, co zrobić z rękami. Zwykle najpierw pojawia się opór. Nie dam rady. Nie uda się. Bez tego nie ma szans. Czasem jest złość. Frustracja. Czasem nawet są łzy. A potem, po kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu wykonanych ćwiczeniach, nie wiadomo skąd, nagle jest trochę łatwiej. I jeszcze łatwiej. Aż wreszcie udaje się odetchnąć głęboko. I zaufać. Zaaplikować ten magiczny składnik, który sprawia, że wszystko jest lepiej. Nagroda jest warta swojej ceny. Spokój. Zadowolenie. Radość z udanego wystąpienia.

Nie namawiam nikogo, żeby zamknął oczy i skoczył w przepaść, licząc, że na dole leży gruby materac. Łatwiej budować zaufanie w oparciu o historię sukcesów. Ale sukcesy, których potrzebujemy, możemy osiągać w bezpiecznym środowisku – ćwicząc swój występ w domu, w sali szkoleniowej, przed małą i przyjazną publicznością, w roli której może wystąpić rodzina czy przyjaciele. Mądre ćwiczenie to solidny fundament zaufania. Ale to już temat na zupełnie inny artykuł.


Patrycja Obara

Patrycja Obara

Konsultant Przemawiania

Patrycja to interdyscyplinarystka, która realizuje się dydaktycznie prowadząc szkolenia dla firm, a także Wrocławską Szkołę Śpiewu stworzoną na fundamentach idei, że śpiewać może każdy, bez wyjątku. Wykładała w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego, tłumaczyła książki i artykuły dla Harvard Business Review Polska. Swoje pasje artystyczne realizuje jako wokalistka, autorka tekstów i kompozytorka w zespole SHE-la.
Przeczytaj też:

Podobało Ci się?

Jeśli chciał(a)byś efektywnie wykorzystać wiedzę z tego artykułu w praktyce, możemy Ci pomóc – napisz lub zadzwoń:
kontakt@biuromowcow.pl
+48 790 300 458

Pracujemy zarówno z grupami (szkolenia), jak i w sesjach 1 na 1 (konsulting).
.

Zapisz się na nasz newsletter

* pole wymagane

Wyśpiewaj sobie głos

Wyśpiewaj sobie głos

Praca nad głosem często kojarzy się z wykonywaniem mozolnych ćwiczeń na oddech, dykcję, czy artykulację. Czasem też trudno od razu dostrzec ich wpływ na jakość głosu – postępy przychodzą stopniowo, co oznacza, że trzeba szukać innej motywacji do pracy, niż łatwo zauważalny sukces. Czasem więc uczestnik szkolenia pyta mnie, co zrobić, żeby tej motywacji nie stracić – w co przekuć codzienną praktykę świadomego mówienia, żeby od ręki czerpać z niej jakieś korzyści.

Odpowiadam: śpiewaj.

Im bardziej się boisz, tym bardziej spróbuj

Nauka śpiewu nie może co prawda zastąpić zajęć z pracy z głosem w mowie. Może natomiast stanowić dla nich świetne uzupełnienie. Dzięki niej łatwiej zautomatyzować pewne elementy prawidłowej emisji głosu w przyjemny sposób (bo przecież w głębi serca wszyscy lubimy śpiewać). A im bardziej wstydzisz, czy boisz się śpiewać, tym bardziej spróbuj. W praktyce mówcy mało jest cenniejszych doświadczeń niż przełamanie z sukcesem bariery wstydu i lęku.

Biologiczne zalety śpiewania

Jesteśmy zaprogramowani na śpiew. Za jego przetwarzanie są odpowiedzialne te same obszary mózgu, które odpowiadają za przetwarzanie emocji, zachowań instynktownych, podstawowych potrzeb biologicznych.

Pod jego wpływem podnosi się poziom dopaminy, neuroprzekaźnika odpowiedzialnego za subiektywne poczucie szczęścia i przyjemności, poprawiającego zdolność nauki nowych rzeczy i zwiększającego plastyczność mózgu. Wydziela się także serotonina, hormon powodujący zmniejszenie poziomu odczuwanego stresu, złagodzenie objawów depresji i lęku, poprawiającego jakość snu, regulującego apetyt i ciśnienie krwi. Wydziela się oksytocyna, hormon zakochania, który powoduje wzrost zaufania, pogłębienie więzi między ludźmi, zwiększenie poczucia sympatii i bliskości, a przy okazji również redukuje uczucie lęku. Wydzielają się endorfiny, hormony zwiększające nasze subiektywne poczucie szczęścia, zmniejszające poziom odczuwanego stresu i bólu. Endorfiny działają jak opium, tylko są bezpieczne, darmowe, absolutnie legalne i dostępne na wyciągnięcie dłoni – czy właściwie głosu. Co więcej, obniża się poziom kortyzolu, hormonu stresu. To z kolei, oprócz poprawy naszego stanu emocjonalnego, pozwala zredukować fizyczne objawy stresu, w efekcie przyczyniając się do zwiększenia odporności organizmu. Podobny koktajl biochemiczny serwujemy sobie jeszcze tylko przy okazji jednej czynności, tej jednak – w odróżnieniu od śpiewu – nie wypada wykonywać ani publicznie, ani grupowo.

Śpiew jest ważniejszy niż Ci się wydaje

Na śpiew reagują neurony lustrzane. Jest to grupa neuronów, dzięki którym uczymy się zachowań społecznych, współodczuwamy z innymi, rozumiemy ich emocje (i zarażamy się śmiechem czy ziewaniem). Wskutek aktywności neuronów lustrzanych, kiedy ktoś przy nas śpiewa, sami czujemy, jakbyśmy śpiewali. Dowiedziono też, że kiedy śpiewamy z innymi, synchronizuje się rytm bicia naszych serc.

Wspólny śpiew pozwala zaspokoić potrzebę przynależności, która w hierarchii potrzeb Maslowa znajduje się na wysokim, trzecim poziomie. To dlatego śpiew jest z ludźmi zawsze wtedy, gdy czują potrzebę zjednoczenia. Kiedy kibiców ewakuowano po zamachu terrorystycznym na paryskim stadionie Stade de France w 2015 roku, spontanicznie zaczęli śpiewać Marsyliankę. Wcześniej, jestem tego pewna, śpiewali piosenki dopingujące ich drużyny.

Kiedyś śpiew był sposobem na wyrażenie emocji, na budowanie więzi. Dziś jest czymś, co podlega krytyce i surowej ocenie. Nasze ciała kiedyś służyły do życia. Te skomplikowane maszyny były wehikułami, którymi podróżowaliśmy od samego początku, po sam kres. Dziś są prostymi strukturami mającymi proste funkcje – wyglądać i zapewniać prestiż swoim użytkownikom. Nasze głosy też kiedyś służyły do życia. Do wyrażania miłości, do budowania więzi, do witania, do żegnania, do wspominania, do czarowania, do bycia razem. Dziś służą do tego, żeby można nas było podzielić na lepszych i gorszych. Nadających się i nienadających się. Tymczasem każdy się nadaje. Mowa to śpiew, tylko bez muzyki w tle. A śpiew to umiejętność jak każda inna – jeśli będziesz nad nią pracować, będziesz robić postępy.

Korzyści ze śpiewania

Korzyści z tego jest wiele – szczególnie jeśli zdobędziesz się na odwagę, żeby ze swoim śpiewem wyjść do ludzi.

Wspólny śpiew to nowe spojrzenie na samego siebie. Jeśli udało mi się zrobić coś, czego tak bardzo się bałam, to może i z innymi rzeczami mi się uda?

Wspólny śpiew to nowe spojrzenie za zespół. Że jednak nikt nas nie ocenia. Że jednak wszyscy się wspieramy, bo razem pokonujemy podobne trudności.

Wspólny śpiew to kontakt z własnym ciałem i świadomość ciała. Umiejętność znajdowania i rozluźniania napięć, kontrola oddechu, postawy ciała, brzmienia głosu.

Wspólny śpiew to równowaga. Wspólne decydowanie o ostatecznym efekcie pracy. Balansowanie między emocjami w melodii a działaniem w rytmie.

Wspólny śpiew to sposób na wyrażenie siebie, swoich emocji i uświadomienie sobie różnorodności i zaakceptowanie jej, znalezienie dla niej miejsca i miejsc dla poszczególnych osób, tak by wykorzystać ich potencjały.

Wspólny śpiew to dialog, współpraca, znajdowanie właściwych ról w zespole.

Wspólny śpiew to poczucie przynależności, którego dziś mamy tak mało. Wiele szkoleń i działań u swych fundamentów zorientowanych jest na współzawodnictwo lub indywidualny rozwój. A wspólny śpiew tworzy między ludźmi prawdziwie głęboką, organiczną więź i emocjonalną bliskość.

Wspólny śpiew to wyjście ze strefy komfortu. Mało jest na to tak skutecznych sposobów jak improwizacja wokalna. I mało tak obezwładniająco satysfakcjonujących powrotów, jak ten z myślą: nie wierzę, udało się.

Wspólny śpiew uczy ufać instynktowi, intuicji, reagować, odpowiadać, szukać odpowiedzi w sobie i czerpać inspirację z otoczenia.

Wspólny śpiew pozwala uwierzyć, że wiele rzeczy pozornie niemożliwych, jest tak naprawdę możliwych. Że na przykład skłócony i niezbyt radzący sobie ze współpracą zespół może w dwie godziny napisać, zaśpiewać i nagrać piosenkę – i że potem nie jest już taki skłócony. Albo że może się spotkać w jednym miejscu dwadzieścia obcych sobie osób, które nie śpiewają i nie mają pojęcia o grze na instrumentach i cztery godziny później wyjść z sali jako zespół wokalno-instrumentalny, który przed chwilą zagrał pierwszy wspólny koncert. Krótki. Na jeden utwór. Ale koncert. Wspólny. I jak już w to się uwierzy, to trochę łatwiej uwierzyć w całe mnóstwo innych pozornie trudnych rzeczy.

I to wszystko niezależnie od poziomu umiejętności. Wspólny śpiew przynosi więcej korzyści, niż śpiew doskonały.

Spróbuj. Zadziała. Obiecuję.


Patrycja Obara

Patrycja Obara

Konsultant Przemawiania

Patrycja to interdyscyplinarystka, która realizuje się dydaktycznie prowadząc szkolenia dla firm, a także Wrocławską Szkołę Śpiewu stworzoną na fundamentach idei, że śpiewać może każdy, bez wyjątku. Wykładała w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego, tłumaczyła książki i artykuły dla Harvard Business Review Polska. Swoje pasje artystyczne realizuje jako wokalistka, autorka tekstów i kompozytorka w zespole SHE-la.

Przeczytaj też:

Podobało Ci się?

Jeśli chciał(a)byś efektywnie wykorzystać wiedzę z tego artykułu w praktyce, możemy Ci pomóc – napisz lub zadzwoń:
kontakt@biuromowcow.pl
+48 790 300 458

Pracujemy zarówno z grupami (szkolenia), jak i w sesjach 1 na 1 (konsulting).

Zapisz się na nasz newsletter

* pole wymagane

.

Co przemawianie na studiach ma wspólnego z przemawianiem w biznesie?

Co przemawianie na studiach ma wspólnego z przemawianiem w biznesie?

Przemawianie z perspektywy studenta

Umiejętność przemawiania, jak się okazuje, jest uniwersalną potrzebą – i niesie ze sobą uniwersalne problemy i wątpliwości. Po semestrze zajęć akademickich z zakresu wystąpień publicznych postanowiłam zbadać potrzeby i przemyślenia ich uczestników oraz porównać je do refleksji i deklarowanych potrzeb uczestników szkoleń biznesowych.

30-godzinny kurs autoprezentacji i wystąpień publicznych, którego uczestnikami byli studenci wrocławskiej filii SWPS, obejmował mniej więcej te same elementy, jakie zawierać powinno kompleksowe szkolenie dla biznesu: planowanie struktury wystąpienia, dostosowanie formy wystąpienia do jego celu i potrzeb odbiorców, język wystąpienia (narzędzia retoryczne, pragmatyka, prozodia), storytelling, elementy pozajęzykowe wystąpienia (mowa ciała, głos, oddech, zarządzanie stresem) oraz techniki zapamiętywania treści wystąpienia.

Część studentów nie miała wcześniej żadnego doświadczenia z wystąpieniami publicznymi. Niektórzy wręcz świadomie i celowo tego unikali, ponieważ bali się występować. Zdarzali się jednak i tacy, którzy mieli już za sobą pierwsze doświadczenia w tym zakresie – prezentacje multimedialne w szkole średniej, konkursy recytatorskie, konferencje, występy na szkolnych apelach, przemówienia przy okazji imprez szkolnych i okolicznościowych. Były to jednak wystąpienia nieprzygotowane od strony technicznej i bazujące raczej na intuicji i naturalnych kompetencjach danej osoby. Kilka osób w grupie zdobywało wcześniej doświadczenie w zakresie wystąpień publicznych w sferze artystycznej – mieli za sobą występy taneczne, teatralne czy wokalne.

Po zajęciach przeprowadzona została anonimowa ankieta, której wyniki stanowiły przyczynek do napisania tego artykułu.

Zapytani o ocenę swojej umiejętności przemawiania przed rozpoczęciem nauki w skali od 1 (bardzo słabo) do 6 (bardzo dobrze), najczęściej wybierali odpowiedź 3 (42,9%), a potem z tą samą częstotliwością 1 i 2 (po 28,6%).

Najważniejsze umiejętności

Kompetencje rozwinięte podczas kursu wystąpień publicznych, które studenci wskazali jako najważniejsze, można podzielić na kilka kategorii:

  • głos, oddech (gradacja głosu; dużo dały mi zajęcia z pracy nad głosem, oddechem, rozgrzewki językowe; techniki poprawnej emisji głosu; wiem teraz lepiej jak oddychać i jakie ćwiczenia wykonywać, by język i aparat mowy były dobrze przygotowane do pracy)
  • treść przemówienia (to że wystąpienie musi mieć wartość, że wystąpienie musi być dla nas ważne i szczere, poznałam sposoby w jakie można wystąpienie „ograć”, np. storytelling; wiem, jak konstruować wystąpienie, aby zaciekawiło i zainspirowało; nauczyłam się opowiadać własną historię i inne treści tak, by zainteresować odbiorcę; planowanie przemówienia, lepsza selekcja jeżeli chodzi o temat wystąpienia)
  • odbiorca (że należy uszanować czas odbiorcy, że należy czerpać pozytywną energię z publiczności; wiem już jak utrzymać uwagę odbiorcy; skracanie dystansu)
  • zapamiętywanie treści wystąpienia
  • zarządzanie stresem (przełamałam stres w trakcie wystąpienia, poznałam ćwiczenia relaksujące przed wystąpieniem, techniki rozluźniające/antystresowe, techniki motywacyjne)

Wśród największych korzyści wyniesionych z zajęć studenci wymienili:

  • zwiększenie umiejętności kontroli oddechu
  • praktyczne ćwiczenia z zakresu pracy z głosem
  • rozmowy o przełamywaniu lęków i pokonywaniu stresu
  • oglądanie wystąpień doświadczonych mówców
  • omówienie każdej potencjalnej przeszkody, wszystkiego, co potencjalnie może pójść nie tak, oraz poznanie sposobów na to, jak sobie z tą przeszkodą poradzić
  • indywidualna praca nad przemówieniami poszczególnych osób
  • omówienie sposobów wywołania określonych reakcji u widowni
  • przemowy w praktyce (!)

Stres, obawy, lęki

Ważnym elementem zajęć było dla studentów omówienie źródeł stresu związanego z wystąpieniami publicznymi oraz największych trudności związanych z przemawianiem. Z tych dyskusji – a także z odpowiedzi na dotyczące tego pytanie w ankiecie – płyną ciekawe wnioski. Okazuje się bowiem, iż niezależnie od tego, czy rozmawia się z doświadczonym mówcą biznesowym, ze studentem uczącym się przemawiać, czy z dzieckiem przed występem na szkolnym apelu, towarzyszące im obawy i lęki są zasadniczo takie same. Najczęściej jest to obawa przed oceną innych, czy obawa przed brakiem akceptacji ze strony publiczności. Obawy te powodują typowe reakcje stresowe – drżenie głosu i dłoni, spłycenie oddechu, problem z koncentracją na temacie wystąpienia. Nad tymi zaś trudno zapanować, co powoduje wpadnięcie w spiralę stresu – stresuje mnie to, że się stresuję, a to, że mnie to stresuje, sprawia, że jeszcze bardziej się stresuję.

Oprócz tego typu obaw, studenci wskazywali również praktyczne trudności:

  • zachowanie naturalności
  • dobór tematu, który zaciekawi odbiorcę
  • trzymanie się przyjętego planu wystąpienia
  • niezgubienie toku myślowego
  • odpowiednia intonacja
  • pamiętanie o utrzymaniu kontaktu wzrokowego
  • odpowiednia gestykulacja i postawa ciała

Obawy i trudności, które wskazali studenci nie wydają się zbytnio odbiegać od tych, z jakimi mierzy się wielu uczestników szkoleń dla biznesu.

Rozwiązania

Studenci nie zatrzymali się jednak na rozpoznaniu trudności – postarali się także o znalezienie rozwiązań tych problemów. Pierwsze z nich – tyle proste, co absolutnie genialne – to praktyka. Najgorszym, co może zrobić mówca, bojący się występować, jest unikanie wystąpień. Tylko konfrontując się ze swoim lękiem można go oswoić.

Oprócz tego studenci wskazali na istotność formalnej nauki wystąpień. Poszukując doskonałego przepisu na mówcę na własną rękę skazujemy się na konieczność przebycia znacznie dłuższej i bardziej krętej drogi niż wtedy, gdy zdecydujemy się skorzystać z merytorycznego wsparcia ekspertów w tej dziedzinie.

Ponadto studenci radzą mówcom rzetelnie przygotowywać się do wystąpień (im bardziej czujemy się przygotowani, tym mniejszy towarzyszy nam stres) i przeprowadzać wielokrotne próby, podczas których można ustalić czas wystąpienia, oswoić się z tekstem i nauczyć się improwizować na podstawie przygotowanego wcześniej planu. Studentom dobrze robiły także ćwiczenia z emisji głosu, dając im pewność, że w kluczowym momencie nie zawiedzie ich najważniejsze narzędzie mówcy, jakim jest jego głos. Z kolei ćwiczenia oddechowe zapewniły im ważne narzędzie zarządzania stresem – w chwilach napięcia to bowiem kontrola oddechu umożliwia nam odsunięcie stresu i koncentrację na temacie wystąpienia.

I jeszcze trzy ważne obserwacje studentów. Po pierwsze, „każdy temat, gdy jest dobrze przygotowany, będzie interesujący”. Po drugie, „strach jest jedynie w nas samych i możemy nad nim zapanować”. I po trzecie wreszcie, „dużą rolę gra pozytywne myślenie i wiara w sukces”.

Czy to w ogóle jest fajne?

Okazuje się jednak, że przemawianie to nie samo zło, nerwy i stres. Że jednak przynosi mówcy niemałą satysfakcję – począwszy od ulgi po zejściu ze sceny, przez zadowolenie, jakie daje nam świadomość podzielenia się z innymi ważnymi informacjami, aż po lepszą samoocenę po wystąpieniu, kiedy stres już mija i otrzymujemy od innych informację zwrotną (zwykle znacznie lepszą niż zakładaliśmy). Zdarzały się jednak i inne refleksje:

  • Najfajniejsze w przemawianiu jest to, że patrzy na mnie kilkanaście, kilkadziesiąt par oczu, a ja mówię do nich ze świadomością, że zyskałam ich uwagę. Mogę sprawić, że zmienią myślenie na dany temat, zauważą to, czego nie dostrzegali wcześniej, czy że zmotywuję ich w jakiś sposób.
  • Poczucie „po” i świadomość, że dało się z siebie wszystko oraz, że dało się komuś jakąś wartość, coś co być może zmieni ich życie chociaż w małym stopniu.
  • Fakt, że za każdym razem rosną nie tylko umiejętności oratorskie, ale częściowo też odwaga społeczna do zabierania głosu w najróżniejszych sytuacjach oraz ogólny rozwój osobisty.

To szczególnie ważne z perspektywy mówcy obserwacje – te, z których wynika, że przemawianie nie jest pustą czynnością wykonywaną z egocentrycznych potrzeb, ale sposobem na zmianę świata, choćby w najmniejszym zakresie, i na samorozwój.

Czego się nauczyliście?

Po odbyciu kursu samoocena studentów w zakresie przemawiania znacząco wzrosła. Większość z nich w skali od 1 (bardzo słabo) do 6 (bardzo dobrze) oceniło swoje kompetencje na 5 (42,9%), w następnej kolejności na 6 (28,6%) oraz na 4 i 3 (po 14,3%). Poproszeni o wskazanie obszarów, nad którymi czują, że powinni popracować jako mówcy, studenci wymienili:

  • kontrolę oddechu
  • panowanie nad stresem
  • kontrolę głosu
  • pewność siebie
  • kontrolę tempa mówienia
  • mowę ciała

Obszary te są tożsame z tymi, które uczestnicy szkoleń biznesowych wskazują w ankietach ukierunkowanych na badanie ich potrzeb.

Co jeszcze?

Studenci w ankiecie deklarują, że gdyby mogli mieć więcej zajęć, oczekiwaliby po nich przede wszystkim jeszcze większej praktyki – chcieliby przemawiać jak najwięcej, przed różnymi audytoriami, wygłaszać przemówienia na różne tematy i różnej długości. Wszystko po to, żeby oswoić się z praktyką wystąpień publicznych. Chętnie popracowaliby także nad emisją głosu i wszystkim, co się z tym wiąże – oddechem, dykcją, artykulacją. Chcieliby także nauczyć się mówić ciekawie o rzeczach z pozoru nudnych. Najczęściej jednak jako drogę do ostatecznego sukcesu wymieniali świadomą i prowadzoną przez mentora praktykę.

Top of the tops

Co studenci wymieniają jako najważniejszą rzecz wyniesioną z kursu? Oprócz wiary w siebie, umiejętności pokonania stresu, docenienia wagi przygotowywania się, respondenci podzielili się w ankiecie następującymi przemyśleniami:

  • Najważniejsza była dla mnie satysfakcja, że wystąpiłam i zostało to dobrze odebrane.
  • Wynoszę z zajęć to, że granice wyznaczam sobie sama i że istnieją tylko w mojej głowie. To, co początkowo było dla mnie niewyobrażalne, przerażające i uznane za najtrudniejsze zaliczenie w semestrze, dziś jest super wspomnieniem. Wiem, że mogę osiągnąć wiele, wystarczy tylko wiara w siebie i dużo, dużo pracy.
  • Tworzenie przemówień może uczyć samego siebie. Ja dowiedziałam się jeszcze więcej o sobie. Mając dowolność tematu i chcąc dać realną wartość odbiorcom, dokonujemy podróży wewnątrz siebie. Fajnie było tę podróż odbyć.
  • Motywacja i chęć rozwoju oraz poczucie, że umiejętność przemawiania NAPRAWDĘ przydaje się w życiu

A na koniec…

Niech pointą tego artykułu będą rady dla mówców od studentów:

  • Trening czyni mistrza!
  • Nie należy przegotowywać się na ostatnią chwilę. Są osoby z pewnego rodzaju lekkością w przemawianiu, dla których mowa przygotowana na kilka dni przed przedstawieniem nie jest trudnością, jednak nic nie da nam takiego uspokojenia w głowie jak fakt, że jesteśmy super przygotowani do prezentacji.
  • Poświęć sporo czasu na przygotowanie i wygłaszaj próbne przemówienia, chociażby przed samym sobą w lustrze. Nastaw się pozytywnie na działanie i wykonanie jak najlepiej zadania. To nastawienie pomaga opanować stres związany z wystąpieniem. I staraj się być naturalnym.
  • Nie narzucaj sobie tematu, formy, ani terminu. Jeśli masz je napisać tydzień przed datą wystąpienia, to jest okej. Najgorsze, co można sobie zrobić, to zmuszanie się do podejścia do tego, gdy nie jest się na to gotowym, nie jest się w nastroju lub nie ma się na to ochoty. Tworzenie tego powinno być procesem twórczym i w zasadzie fascynującym.
  • Wybierz się na zajęcia z emisji głosu.
  • Strach jest jedynie w nas samych, możemy nad nim zapanować, później będzie już tylko lepiej.
  • Ćwicz!


Patrycja Obara

Patrycja Obara

Konsultant Przemawiania

Patrycja to interdyscyplinarystka, która realizuje się dydaktycznie prowadząc szkolenia dla firm, a także Wrocławską Szkołę Śpiewu stworzoną na fundamentach idei, że śpiewać może każdy, bez wyjątku. Wykładała w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego, tłumaczyła książki i artykuły dla Harvard Business Review Polska. Swoje pasje artystyczne realizuje jako wokalistka, autorka tekstów i kompozytorka w zespole SHE-la.
Przeczytaj też:

Podobało Ci się?

Jeśli chciał(a)byś efektywnie wykorzystać wiedzę z tego artykułu w praktyce, możemy Ci pomóc – napisz lub zadzwoń:
kontakt@biuromowcow.pl
+48 790 300 458

Pracujemy zarówno z grupami (szkolenia), jak i w sesjach 1 na 1 (konsulting).
.

Cenne rady od mówców cz. 1 – Obara, Motriuk, Tkaczyk

Cenne rady od mówców cz. 1 – Obara, Motriuk, Tkaczyk

Nowy cykl

Oczywistym jest, że nie jestem jedyną osobą, która może przekazać Wam wartościową wiedzę odnośnie przemawiania. Dlatego postanowiłem rozpocząć cykl wpisów z radami od mówców z różnych branż, których można regularnie spotkać na konferencjach na całym świecie. Dzisiaj zaczynamy od trójki Polaków, ale w przyszłości pojawią się też goście z innych części globu.

Akurat tak się złożyło, że w części pierwszej mamy wspólny mianownik – pewność siebie w wystąpieniach publicznych. Jeśli chcesz przeczytać więcej, to tutaj znajdziesz moje wskazówki w tym temacie.

A teraz jeszcze dziękuję Wam, Patrycja, Rafał i Paweł, za Wasze rady i przekazuję ten wpis w Wasze ręce:

Patrycja Obara

patrycja obara-cm
Vocal coach / Trenerka emisji głosu / Wokalistka
Muzyczna Garderoba
The Tactopers
Cloud Theater

Przemawianie jest jak muzyka

Z przemawianiem jest jak z improwizacją muzyczną. Zanim zaczniemy improwizować, musimy dobrze poznać i przećwiczyć utwór – jego tonację, harmonię, formę, melodię. A potem musimy o tym wszystkim zapomnieć i stworzyć ten utwór na nowo – tak jak podpowiada nam chwila, nasz stan emocjonalny i dynamika interakcji z publicznością.

Podobnie przemówienie – nieprzygotowane zwykle wypada słabo – albo poniżej Waszego rzeczywistego potecjału. Na wyuczone „nutka w nutkę” publiczność się nie złapie, bo będzie nieautentyczne. Wasze przemówienie będzie najmocniej rezonować z odbiorcą wtedy, kiedy będziecie na tyle dobrze znać jego temat (tonację), na tyle dokładnie przemyślicie sposób, w jaki ten temat chcecie zrealizować (harmonia), na tyle szczegółowo zaplanujecie przebieg swojej opowieści (forma) i na tyle skrupulatnie przećwiczycie w praktyce jej wygłoszenie (melodia), że na scenie będziecie mogli zapomnieć o tym wszystkim i stworzyć swoje przemówienie od nowa – autentycznie, szczerze i profesjonalnie.

Rafał Motriuk

rafal-motriuk
Dziennikarz radiowy / Korespondent naukowy
InterComm

Przed przemówieniem zrób… przemeblowanie!

Bywa, że przed publicznym przemówieniem zjadają nas nerwy. Bywa? Chyba częściej, niż ‚bywa”. Właściwie to znakomita większość ludzi, z którymi pracuję, mówi, że nerwy są zawsze, i to przeważnie nerwy dość duże.

Co z tym zrobić? Ja zrobiłem sobie w głowie przemeblowanie – oto jakie:

Po pierwsze – nie wszystkie nerwy są złe; dają nam przecież kopa i świetną mobilizację.

Po drugie – ludzie niekoniecznie przyszli na nasze wystąpienie w oczekiwaniu wpadki – chcą raczej czegoś nowego, istotnego i atrakcyjnie podanego. Trzeba im to dać!

Po trzecie – nerwy zwykle największe są na początku, potem trochę opadają. Dobrze jest przygotować sobie precyzyjnie pierwszą minutę czy dwie; to znacznie ułatwia sprawę.

Po czwarte – publiczne wystąpienia to umiejętność, jak każda inna – daje się wytrenować. Ale trzeba ćwiczyć.

I wreszcie: warto się pobawić. Gdy mówca jest uśmiechnięty, swobodny, to to ładnie przekłada się na nastrój publiczności. Ten nastrój wraca do mówcy i wszyscy są zadowoleni. Dla niektórych jest to zbyt „sztuczne” i „amerykańskie”, ale na mnie działa: Have fun!

Paweł Tkaczyk

paweltkaczyk
Zarabia na życie opowiadaniem historii / Buduje silne marki / Mówca
Blog Pawła Tkaczyka

Najgorzej jest zacząć

Jak radzę sobie z tremą przed wystąpieniem? Trema bierze się z czegoś, co w psychologii nazywa się „przeciążeniem ego”. Kawałek Twojego mózgu odpowiadający za świadome myślenie, przewidywanie konsekwencji pracuje na zbyt wysokich obrotach i… czasem się przeciąża zostawiając Ci w głowie „pustą kartkę”. A im bardziej się martwisz, że to się stanie… tym bardziej intensywnie pracuje ten moduł, tym szybciej się przeciąży.

Jak sobie z tym poradzić? Zdać się na inną część mózgu, tę automatyczną. Mam kilka zdań, które wykułem na pamięć. I kiedy mówię „na pamięć”, myślę o pełnej automatyce – jeśli obudzisz mnie w środku nocy, wyrecytuję je jak mantrę. „Cześć, nazywam się Paweł Tkaczyk i zarabiam na życie opowiadaniem historii. Czasem – tak jak teraz – wychodzę do ludzi i opowiadam je…” I tak dalej. Kiedy wychodzę na scenę, mój „moduł tremy” przejmuje się tym, jak będzie. Ale najgorsze jest pierwsze zdanie. Jeśli je powiesz, dalej jest już z górki. Więc recytuję z pamięci formułkę, okazuje się, że publiczność niczym we mnie nie rzuciła, nie zaciąłem się… dalej jest z górki.

Ich przemówienia

Przemówienia są wyjątkowym nośnikiem wiedzy. Towarzyszą nam od zarania ludzkości, kiedy to miały formę opowieści przekazywanych pobratymcom przy ognisku.
Jeśli chcesz, żeby powyżsi mówcy wystąpili na Twoim wydarzeniu, chętnie Ci pomogę.


Michał Kasprzyk

Michał Kasprzyk

Konsultant Przemawiania

Cześć, jestem Michał i od kilku lat z pasją zajmuję się przemówieniami. Uczyłem się od najlepszych – m. in. Chrisa Andersona i Hansa Roslinga, a teraz sam nauczam innych. Prowadzę szkolenia i indywidualne konsultacje z wystąpień publicznych, a do tego przemawiam na konferencjach lub je prowadzę. Jestem zapalonym miłośnikiem TED i Pomysłów Wartych Rozpowszechniania, organizuję TEDxWroclaw i uwielbiam łączyć ze sobą ludzi, którzy mogą coś wspólnie zdziałać.
Prywatnie oglądam dużo seriali i często spotykam się z przyjaciółmi.
Przeczytaj też:

Podobało Ci się?

Jeśli chciał(a)byś efektywnie wykorzystać wiedzę z tego artykułu w praktyce, mogę Ci pomóc – napisz lub zadzwoń:
michal@biuromowcow.pl
+48 790 300 458

Pracuję zarówno z grupami (szkolenia), jak i w sesjach 1 na 1 (konsulting).
.