Warning: Parameter 2 to qtranxf_postsFilter() expected to be a reference, value given in /home/platne/serwer16140/public_html/mowcy/wp-includes/class-wp-hook.php on line 288
Patrycja Obara | Biuro Mówców Spice
Trzy fakty na temat głosu, o których nie miałeś pojęcia

Trzy fakty na temat głosu, o których nie miałeś pojęcia

ARTYKUŁ

Trzy fakty na temat głosu, o których nie miałeś pojęcia

PATRYCJA OBARA

Tym wpisem rozpocznę serię tekstów o głosie – o tym, skąd się bierze, jak go prawidłowo używać i co zrobić, żeby nam służył jak najdłużej. Na początek trzy fakty, które na szkoleniach zawsze są pewnym zaskoczeniem dla uczestników.

Tematyka

Emisja głosu

Umiejętności prezentacyjne

1. Aparat mowy jest większy, niż ci się wydaje

Pierwsze skojarzenie z aparatem mowy to: usta, krtań i płuca. Mechanizm ten jest jednak znacznie bardziej rozległy. Obejmuje tak naprawdę całe twoje ciało – od palców u stóp, po czubek głowy. Poszczególne części ciała na różne sposoby uczestniczą w wydawaniu głosu i w najważniejszej składowej tego procesu, a mianowicie w oddychaniu. Ważne jest na przykład, żeby w ciele nie było niepotrzebnych napięć, które utrudniają mówienie. Ważne jest też, żeby podczas mówienia utrzymywać prawidłową postawę ciała, bo brak równowagi powoduje, że trudniej jest efektywnie wydobywać głos.

2. Głos jest funkcją ciała

Nie jest to zewnętrzna technologia, którą można włączyć, wyłączyć, czy w dowolnym momencie ściągnąć upgrade. Głos będzie w takiej kondycji, w jakiej jest całe twoje ciało. Dlatego jeśli się nie wysypiasz, nie dbasz o dietę i o picie odpowiedniej ilości wody, albo dużo się stresujesz, będzie to słychać w twoim głosie. Będzie suchy, mniej dźwięczny, a nawet może się załamywać. Będziesz mówić zbyt cicho, zbyt głośno, albo z zadyszką. Niestety tym problemom nie da się przeciwdziałać doraźnie – poprawa jakości głosu często wymaga długofalowych zmian w stylu życia. Ale warto, bo w zdrowym ciele zdrowy głos (zresztą już samo zdrowe ciało powinno być wystarczającą motywacją).

3. Praca nad głosem jest jak trening sportowy

Nie da się zrobić sześciopaka na brzuchu, oglądając filmy z ćwiczeniami na YouTube. Nie da się przebiec maratonu, jeśli jedyną formą przygotowania jest research dostępnych na rynku modeli butów sportowych. I nie da się poprawić jakości głosu, czytając o prawidłowej technice, czy jednorazowo wykonując kilka ćwiczeń wokalnych. Poprawa jakości głosu jest możliwa, ale wymaga systematycznego treningu. I wcale nie musi to być trening intensywny – 5-10 minut dziennie po kilku tygodniach da już dobre efekty. Dobra wiadomość jest taka, że regularny trening potrafi trwale poprawić jakość głosu – i że te efekty mogą utrzymać się dłużej niż sześciopak. A to dlatego, że w toku treningu prawdopodobnie wypracujesz sobie prawidłowe nawyki, które potem będziesz wykorzystywać na co dzień.

To tyle „jedzenia dla myśli” na początek. A już niebawem kolejna garść wskazówek i inspiracji.

Wiedziałeś o tym wszystkim?

A może znasz inne mało znane fakty na temat głosu?

PROFIL AUTORA

Patrycja Obara

Patrycja Obara

Mówczyni, trenerka przemawiania

NEWSLETTER

Zapisz się na nasz newsletter

* pole wymagane

kontakt

Spodobało Ci się?

Jeśli chcesz, żeby autor tego wpisu podzielił się swoją wiedzą w Twojej firmie, odezwij się do nas na kontakt@biuromowcow.pl

Co zrobić z rękami?

Co zrobić z rękami?

To bez najmniejszych wątpliwości najczęściej zadawane pytanie na szkoleniach z wystąpień publicznych (tak często, że zainspirowało nas do nazwania w ten sposób grupy na Facebooku, która ma pomagać mówcom w rozwijaniu warsztatu). A skoro jest popyt na tę wiedzę, to jest i podaż – w mnóstwie źródeł można znaleźć na ten temat wiele wskazówek i rad. I prawie wszystkie są błędne.

Prawidłowe gesty

W wielu podręcznikach, skryptach, czy na stronach internetowych dotyczących przemawiania albo bardziej ogólnie mowy ciała można znaleźć listy i opisy prawidłowych i nieprawidłowych gestów. Że na przykład mówiąc: „Kto z państwa…” należy wykonać szeroki gest otwartą dłonią od mostka na zewnątrz. Albo ułożyć palce w tak zwany koszyczek, bo ten gest zwiększa naszą wiarygodność. Albo na przykład używając słowa „szczerze” należy wykonać gest dłonią od serca – cokolwiek to znaczy – aby podkreślić szczerość intencji. I oczywiście klasyk – że nie wolno zakładać rąk na piersi, bo to postawa zamknięta, która świadczy o mnóstwie okropnych rzeczy i sprawi, że natychmiast zostaniemy znielubieni.

Zastanówmy się nad tym jednak przez chwilę. Czy zawsze, kiedy zakładasz ręce, masz wrogie nastawienie? Czy każdą osobę z założonymi rękami natychmiast uważasz za nieprzyjaźnie nastawioną? Czy może jednak zależy to od kontekstu? Albo ten nieszczęsny koszyczek, gest, który zrobił błyskotliwą karierę w czasach Piotra Tymochowicza – karierę równie błyskotliwą, co i sam Tymochowicz, który stworzył swego czasu „niechłopski” wizerunek Andrzeja Leppera. A jednocześnie równie wątpliwą, co opalenizna posła Leppera w czasach jego świetności. Z kolei przypisywanie określonych gestów do konkretnych słów i uczenie się ich (o zgrozo!) z opisów da efekt w najlepszym wypadku teatralny, a w najgorszym zwyczajnie zabawny. Jeśli więc nie chodzi ci o to, by twoje przemówienie miało zabarwienie komiczne, proponowałabym te podręczniki jak najszybciej odłożyć z powrotem na półkę, tak jak na półkę trzeba odłożyć regułę 7% – 38% – 55% – tak samo zniekształconą i tak samo wyświechtaną jak teorie o prawidłowych gestach.

Nie za dużo, nie za mało, a w sam raz

Wiele mówi się również na temat prawidłowej ilości gestów. Mówi się natomiast bardzo nieprecyzyjnie. To znaczy: mówi się na przykład, że zbyt bogata gestykulacja sprawia wrażenie, że mówca jest chaotyczny i nerwowy. Z kolei zbyt skromna powoduje, że mówca wygląda na spiętego. Tylko tak naprawdę nie wiadomo, co to znaczy. Nie wiadomo, ile to za dużo a ile to za mało. Nie wiadomo, kiedy jest w sam raz. Wystarczy porównać kilku mówców (niech to będą mówcy z najwyższej półki, dajmy na to: Ken Robinson, Simon Sinek i Dan Pink), żeby zauważyć, że spektrum „prawidłowej ilości gestów” jest bardzo szerokie. I najlepiej jest wtedy, kiedy ilość wykonywanych gestów najzwyczajniej w świecie pasuje do osobowości i temperamentu mówcy. Można to łatwo sprawdzić prostym ćwiczeniem: spróbuj naśladować gestykulację kilku mówców – od bardzo opanowanych, jak Robinson, po bardzo żywiołowych, jak Pink. Nagraj te próby, obejrzyj, wyciągnij wnioski.

Na czym polega błąd?

Nie oznacza to, że cała nauka na temat mowy ciała jest błędna. Do zrozumienia tej układanki często brakuje nam jednak jednego ważnego puzzla – wszystkie opisywane w podręcznikach gesty działają wtedy, kiedy są spójne z wewnętrzną intencją mówcy. Nie nadają się natomiast kompletnie do niczego, jeśli w środku masz coś innego niż próbujesz pokazać na zewnątrz. To jak dekorowanie kremem nieupieczonego ciasta. Efekt nie może być udany. Publiczność, jak już pisałam tutaj, to najlepszy na świecie wykrywacz kłamstw – zawsze wyczuje nieszczerość, nieautentyczność czy niespójność mówcy. Jeśli w środku wszystko ci drży, a próbujesz wykonywać szerokie, otwarte gesty, to pewnie przy przeglądaniu filmu z wystąpienia okaże się, że nie udało ci się oderwać łokci od ciała. Jeśli masz negatywne nastawienie do swoich odbiorców, a chcesz pójść za radami z podręczników i odkręcić dłonie do zewnątrz, by pokazać swoją szczerość i otwartość, prawdopodobnie jednocześnie będziesz patrzeć w sufit, zamiast ludziom w oczy.

Czyli co zrobić z rękami?

Ta układanka, jaką jest mowa ciała, ma zbyt wiele elementów, żeby dało się ją w pełni kontrolować. Innymi słowy, ciało nie jest najlepszym kłamcą. Dlatego pytanie o to, co zrobić z rękami, jest tak naprawdę pytaniem o to, jak radzić sobie ze stresem. Kiedy się nie stresujesz, na przykład na spotkaniu z przyjaciółmi, nie musisz przecież zastanawiać się nad prawidłową gestykulacją. Zachowujesz się naturalnie, gestykulujesz adekwatnie do sytuacji i do treści swojej wypowiedzi. Z drugiej strony, jeśli, rozmawiając z kimś, zaczniesz poświęcać uwagę swoim gestom zamiast treści rozmowy, twój rozmówca natychmiast wyczuje, że nie jesteś z nim – że gubisz wątek, nie jesteś skupiony, nie jesteś obecny. To samo – tylko w dodatku mocno przesterowane – wydarzy się na podczas przemówienia, kiedy do tego dojdzie stres.

Często mówcy, których szkolę, wychodzą w trakcie szkolenia na scenę i ich ciało zamarza. Stoją przez całe wystąpienie na baczność, w rękach trzymając kartkę. Potem rozmawiamy o tym, co się stało i ta sama osoba, dalej stojąc na scenie, opowiada mi o tym, dlaczego tak było, dlaczego ona generalnie nie potrafi gestykulować. Opowiada i oczywiście bogato – i adekwatnie – gestykuluje. Odpowiedzi na pytanie, jakich i ile gestów używać, należy szukać nie w podręcznikach, a w sobie, bo najlepiej gestykulujący mówca, to mówca naturalny i prawdziwy. Taki, którego ciało tak samo zachowuje się na scenie, jak podczas przyjemnego spotkania ze znajomymi. Taki, któremu stres nie stoi na drodze do pokazania, kim jest. A o tym, jak sobie ze stresem radzić, opowiem już następnym razem.

 

Więcej dowiesz się na Facebook Live, który organizujemy 18 czerwca o 20:00 w naszej nowej grupie na Facebooku. Dołącz do grupy i zapisz Live’a w swoim kalendarzu.

Co zrobić z rękami i inne wskazówki dla przemawiających - Grupa Facebookowa

Zapraszamy Cię do grupy na Facebooku, którą stworzyliśmy specjalnie dla osób, które są zainteresowane rozwojem w temacie wystąpień publicznych. Nie ma znaczenia czy dopiero zaczynasz czy występujesz co tydzień – będziesz mieć szansę skorzystać z mądrości społeczności i naszych ekspertów, a do tego wziąć udział w aktywnościach, które tworzymy dla członków grupy.

Już teraz możesz zapisać się do grupy, ale uruchomiona będzie 18 czerwca o 19:30.

 

Patrycja Obara

Patrycja Obara

Konsultant Przemawiania

Patrycja to interdyscyplinarystka, która realizuje się dydaktycznie prowadząc szkolenia dla firm, a także Wrocławską Szkołę Śpiewu stworzoną na fundamentach idei, że śpiewać może każdy, bez wyjątku. Wykładała w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego, tłumaczyła książki i artykuły dla Harvard Business Review Polska. Swoje pasje artystyczne realizuje jako wokalistka, autorka tekstów i kompozytorka w zespole SHE-la.
Przeczytaj też:

Trzy fakty na temat głosu, o których nie miałeś pojęcia

Tym wpisem rozpocznę serię tekstów o głosie – o tym, skąd się bierze, jak go prawidłowo używać i co zrobić, żeby nam służył jak najdłużej. Na początek trzy fakty, które na szkoleniach zawsze są pewnym zaskoczeniem dla uczestników.

Krytyczne sytuacje w przemawianiu

Ten wpis jest bardzo krępujący. Ale czy rzeczywiście powinien? Opisuję w nim sytuacje bardzo ludzkie i w dodatku takie, które po prostu zdarzają się mówcom.

Podobało Ci się?

Jeśli chciał(a)byś efektywnie wykorzystać wiedzę z tego artykułu w praktyce, możemy Ci pomóc – napisz lub zadzwoń: kontakt@biuromowcow.pl +48 790 300 458 Pracujemy zarówno z grupami (szkolenia), jak i w sesjach 1 na 1 (konsulting).
.

Zapisz się na nasz newsletter

* pole wymagane

5 skutecznych sposobów na opanowanie treści przemówienia

5 skutecznych sposobów na opanowanie treści przemówienia

Masz genialny pomysł na przemówienie. Co możesz zrobić, żeby się upewnić, że kiedy staniesz na scenie, nic Ci nie ucieknie? Że powiesz wszystko, co sobie zaplanujesz i co jest dla Ciebie ważne? W tym tekście mam dla Ciebie pięć podpowiedzi.

Przede wszystkim – ćwicz

Mówcy zwykle dużo czasu poświęcają na przygotowanie przemówienia. Opracowują je merytorycznie, czasem sporządzają mapę myśli, żeby z łatwością poruszać się po swojej opowieści. Sprawdzają fakty, daty, nazwiska, liczby. Sięgają do fachowej literatury, szukają ciekawych i barwnych przykładów, które potem ilustrują ciekawymi i barwnymi – a czasem pięknymi, minimalistycznymi – slajdami. Robią notatki. Na ostatnim slajdzie piszą: „Dziękuję za uwagę!” i… czekają na godzinę zero. Tuż przed wejściem na scenę pojawia się jednak lekki ścisk w żołądku, lekkie zawroty głowy, lekka miękkość kolan – „Czy na naprawdę wiem, co chcę powiedzieć?”. Jeśli jesteś jednym z tych mówców, to mam złą wiadomość. Kończąc proces przygotowywania się do wystąpienia na opracowaniu jego treści i slajdów, wykonujesz zaledwie połowę roboty. Druga połowa to przećwiczenie tego, co chcesz powiedzieć. Mówcy często nie doceniają wartości praktycznego przećwiczenia swoich przemówień. Uczestnicy szkoleń, którzy mają na przykład 30 minut na przygotowanie 2-minutowego wystąpienia, zwykle kończą po kwadransie, pozostałe 15 minut wykorzystując na przerwę. Niemal nikt nie wykorzystuje tego czasu na ćwiczenie. Stąd moja pierwsza rada – przede wszystkim ćwicz! Rób próby. Mów do siebie, mów do kota, psa, znajomych, nieznajomych. Próbuj, testuj, sprawdzaj. Tylko eksperyment pozwoli Ci określić, czy Twoje przemówienie trwa tyle, ile trwać powinno, czy potrafisz płynnie łączyć myśli i przechodzić od jednego punktu do drugiego, czy pamiętasz wszystkie nazwy i nazwiska, czy Twój żart rzeczywiście jest zabawny. Tego nie da się zrobić w głowie.

Nie ucz się na pamięć – ucz się scenariuszy

Czasem, chcąc sobie dać większe poczucie pewności siebie (o tym, jak bardzo jest to złudne, pisałam tutaj), postanawiamy nauczyć się tekstu na pamięć. Nie jest to jednak najlepsze podejście. Po tekście, który, jak to się mówiło w czasach mojego dzieciństwa, zakuliśmy na blachę, poruszamy się jak po łańcuszku. Słowo po słowie, ogniwo po ogniwie. Kiedy jednak jakieś ogniwo się zerwie – jakieś słowo czy wątek nam uleci – zrywa się cały łańcuszek i trzeba nie lada zręczności, żeby poskładać go z powrotem. Dlatego dużo korzystniejsze jest uczenie się – czy ćwiczenie – scenariuszy. Wypisz sobie najważniejsze punkty ze swojego przemówienia. Im krócej, tym lepiej. Niekoniecznie pełnymi zdaniami, niekoniecznie poprawnie gramatycznie. Najlepiej, żeby każdy punkt był jednym słowem – kotwicą, która przeprowadzi Cię przez kolejny etap Twojej opowieści. A potem, zerkając od czasu do czasu do tych punktów, zacznij opowiadać, traktując je jak drogowskazy. Jeśli przećwiczysz swoje wystąpienie w ten sposób na przykład 10 razy, zaręczam Ci, że za każdym razem opowiesz je w nieco inny sposób, używając nieco innych słów. A to oznacza, że będziesz mieć plan B, C, D, i tak dalej, w razie gdyby jakieś ogniwo w łańcuszku planu A się zerwało. I będziesz je mieć na wyciągnięcie ręki, zamiast gorączkowo ich szukać, kiedy okażą się potrzebne. Przećwiczone scenariusze łatwo wprowadzisz w działanie.

Ćwiczyć mądrze jest lepiej niż ćwiczyć dużo

Pracowałam z mówcami, którzy przygotowywali się do swoich wystąpień według pewnego rytuału: zaczynali ćwiczyć przemówienie grzecznie i przepisowo od pierwszego slajdu. Wszystko szło dobrze, aż nagle pojawiał się jakiś błąd: urywał się wątek, czy mieszały się punkty. W tym momencie mówcy wracali do miejsca, w którym czuli się bezpiecznie – do pierwszego zdania. W ten sposób można jednak ćwiczyć godzinami, a nawet dniami czy tygodniami i… na scenie znów potknąć się w tym samym miejscu. Zasada jest prosta – jeśli Twoim najsłabszym punktem w triathlonie jest bieg, nie zaczynaj każdego treningu od pływania. Jeśli najtrudniejszy w piosence jest dla Ciebie refren, ucząc się jej, nie zaczynaj zawsze od zwrotki. Przejdź od razu do miejsca, które jest dla Ciebie najbardziej problematyczne i zmierz się z nim, korzystając z pełni potencjału świeżego umysłu, nieprzeciążonej pamięci i wolnych mocy obliczeniowych. Gwarantuję lepszy efekt!

Nie da się przećwiczyć przemówienia bez mówienia

Często, kiedy pytam mówców – czy to aspirujących, czy mających już pewne doświadczenie – jak ćwiczyli swoje przemówienia, odpowiadają, że kilka razy je sobie przeczytali albo przegadali w myślach. Tymczasem, dopóki w proces ćwiczenia nie zaangażujemy głosu, nie ćwiczymy naprawdę. Aktorzy mówią, że tekst musi się uleżeć w gębie – i dokładnie tak jest. Mniej metaforycznie: mowa to ruch. Wypowiedzenie każdego słowa to sekwencja bardzo precyzyjnych ruchów, którą musi wykonać aparat mowy. Jeśli te ruchy wcześniej przećwiczysz, wykonasz je sprawniej, bo Twoje mięśnie będą do tego lepiej przygotowane. Będą tę sekwencję ruchów znały i ją zapamiętają (dzięki zjawisku tak zwanej pamięci mięśniowej). Nie będzie Ci się plątał język, a słowa będą płynąć gładko. Jeśli natomiast nie „przegadasz” sobie tekstu, a wychodzisz na scenę wygłosić ważne przemówienie, to tak jakby próbować przejść po linie rozpiętej między dachami dwóch budynków bez żadnej próby, bez wcześniejszego przygotowania. Jak to powiedział kiedyś mój nauczyciel fizyki: szanse są zawsze, tylko czasem są większe, a czasem są mniejsze. W tym wypadku raczej jednak dość małe. Bo ćwiczyć mówienie bez mówienia, to jak próbować schudnąć od oglądania w telewizji aerobiku.

Próbuj w warunkach zbliżonych do warunków przemówienia

Pisałam w poprzednim punkcie o pamięci mięśniowej. Kiedy uczysz się grać na jakimś instrumencie, musisz się przyglądać temu, który klawisz, czy którą strunę przyciskasz. Ale potem już nie musisz patrzeć – palce jakby same zapamiętywały ruch, który mają wykonać. Podobnie jest z jazdą na rowerze, pływaniem, czy jakimkolwiek ruchem – włącznie z mową. Nasz mózg to cudowna konstrukcja, która świetnie sobie radzi z tak złożonymi czynnościami, jak na przykład chodzenie na dwóch nogach (nowoczesne roboty ze swoimi super-procesorami w dalszym ciągu niespecjalnie sobie z tym radzą), między innymi dzięki temu, że zapamiętuje całe sekwencje, ze wszystkimi ich skomplikowanymi zależnościami. Potrafi też czerpać wskazówki na przykład z tego, w jakiej pozycji znajduje się ciało. Można tę wspaniałą zdolność wykorzystać również do nauki treści wystąpień. Jak to zrobić? Jeśli masz wygłaszać wystąpienie na stojąco, ćwicz na stojąco. Jeśli masz je wygłaszać w butach na obcasie, ćwicz również w tym obuwiu. Jeśli będziesz mówić w plenerze, przećwicz swoje wystąpienie w ogrodzie czy w parku. Po pierwsze będziesz mieć wtedy do dyspozycji szeroki wachlarz kotwic pamięciowych. Po drugie zapewnisz sobie komfort dzięki temu, że mniej rzeczy będzie w stanie Cię podczas przemówienia zaskoczyć. To z kolei jedna z technik zarządzania stresem, ale o tym opowiem już w innym artykule.

Patrycja Obara

Patrycja Obara

Konsultant Przemawiania

Patrycja to interdyscyplinarystka, która realizuje się dydaktycznie prowadząc szkolenia dla firm, a także Wrocławską Szkołę Śpiewu stworzoną na fundamentach idei, że śpiewać może każdy, bez wyjątku. Wykładała w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego, tłumaczyła książki i artykuły dla Harvard Business Review Polska. Swoje pasje artystyczne realizuje jako wokalistka, autorka tekstów i kompozytorka w zespole SHE-la.
Przeczytaj też:

Trzy fakty na temat głosu, o których nie miałeś pojęcia

Tym wpisem rozpocznę serię tekstów o głosie – o tym, skąd się bierze, jak go prawidłowo używać i co zrobić, żeby nam służył jak najdłużej. Na początek trzy fakty, które na szkoleniach zawsze są pewnym zaskoczeniem dla uczestników.

Krytyczne sytuacje w przemawianiu

Ten wpis jest bardzo krępujący. Ale czy rzeczywiście powinien? Opisuję w nim sytuacje bardzo ludzkie i w dodatku takie, które po prostu zdarzają się mówcom.

Podobało Ci się?

Jeśli chciał(a)byś efektywnie wykorzystać wiedzę z tego artykułu w praktyce, możemy Ci pomóc – napisz lub zadzwoń: kontakt@biuromowcow.pl +48 790 300 458 Pracujemy zarówno z grupami (szkolenia), jak i w sesjach 1 na 1 (konsulting).
.

Zapisz się na nasz newsletter

* pole wymagane

Mit pewności siebie, czyli jak przestać kłamać na scenie

Mit pewności siebie, czyli jak przestać kłamać na scenie

O co poprosisz złotą rybkę?

Gdyby złota rybka miała spełnić jedno Twoje marzenie związane z wystąpieniami publicznymi (niezależnie od ich charakteru – może chodzić o wygłoszenie przemówienia, przeprowadzenie szkolenia czy zaśpiewanie piosenki przed publicznością), to jakie by ono było?

Większość osób, którym zadaję to pytanie odpowiada: „Chciałabym / chciałbym mieć więcej pewności siebie”.

Pewność siebie. Magiczny składnik, który sprawiłby, że wszystko by się zmieniło. Oddech byłby głębszy i spokojniejszy. Dłonie przestałyby drżeć. Kolana by nie miękły. Głos brzmiałby pewniej. Wszystkie słowa i dźwięki byłyby na właściwych miejscach. Gdyby tylko można było być bardziej pewnym siebie. Tylko czy aby – nomen omen – na pewno?

Czym jest pewność siebie?

Spróbujmy na początek zdefiniować słowo pewność. Co to znaczy: być pewnym?

Być pewnym znaczy wiedzieć. Wiedzieć dokładnie, co się wydarzy i jak na te wydarzenia zareagujemy. Przewidzieć wszystkie możliwe scenariusze, reakcje publiczności, usterki i problemy techniczne. Mieć w głowie każde słowo, które chcemy powiedzieć czy wyśpiewać, każdy gest, który wykonamy, każdy uśmiech, każdą interakcję z odbiorcą. Być pewnym znaczy nie mieć cienia wątpliwości.

Chcąc się poczuć pewniej używamy różnych tarcz i podpórek – żeby nie powiedzieć brutalniej: protez.

Chcemy być pewni, że nie zapomnimy tekstu, więc na scenę wychodzimy z kartką.

Chcemy być pewni, że będziemy wiedzieć, co zrobić z rękami, więc coś w nich trzymamy, czy bezlitośnie zwijamy przez cały występ kabel od mikrofonu.

Chcemy być pewni, że na niczyjej twarzy na widowni nie dostrzeżemy grymasu, więc patrzymy w sufit lub w podłogę.

Chcemy być pewni, że nie ugną nam się nogi, więc siadamy na krześle.

Chcemy być pewni, że nie pokona nas stres, więc przed wyjściem na scenę wychylamy lampkę wina.

Iluzja pewności siebie

Tylko co nam dają te tarcze i podpórki? Czy rzeczywiście dzięki nim czujemy się pewniej? Czy może tylko nam się wydaje? Zadam to pytanie inaczej: czy te wszystkie protezy dają nam pewność, że dobrze nam pójdzie?

Czy czytając tekst ze slajdów, ściskając w dłoni marker i siedząc na krześle, chowając się za mównicą tak, że ledwo cię zza niej widać, jesteś PEWNA, że wygłosisz świetne przemówienie?

Czy kiedy stoisz z kartką przed nosem, wiążąc węzeł marynarski na kablu mikrofonowym, a w twoich żyłach płynie krew doprawiona alkoholem jesteś PEWIEN, że zaśpiewasz świetny koncert?

Niech zgadnę: niezupełnie. Dlatego, że pewność siebie to fikcja. Nie da się być siebie pewnym. Tak na 100% pewnym. Marząc o pewności siebie, uznając ją za warunek konieczny dobrego występu, ustawiamy sobie poprzeczkę na poziomie, do którego niemożliwym jest doskoczyć. Nie da się tej poprzeczki nawet musnąć opuszkami palców. A to rodzi frustrację – poczucie bycia niewystarczająco dobrym. Wieczne poczucie porażki. I lęk.

Pewne są za to dwie rzeczy. Po pierwsze każde z wymienionych wyżej rozwiązań oddziela cię niewidzialnym murem od publiczności. A publiczność wyczuje twój lęk i to, że wystąpieniem wygłoszonym zza tarczy proponujesz im relację, która nie opiera się na szczerości. Że próbujesz ich tą tarczą oszukać – UDAWAĆ pewność siebie. Bo publiczność to najlepszy na świecie detektor kłamstw. Na poziomie emocjonalnym – a to ten poziom jest najistotniejszy dla odbioru twojego wystąpienia – oszukać się nie da. Po drugie każde z tych rozwiązań oddziela cię niewidzialnym murem od samego siebie. Każde z tych rozwiązań jest ucieczką. Przed koniecznością zmierzenia się z tym, co najtrudniejsze i sięgnięcia po tę jedną jedyną rzecz, ten prawdziwy magiczny składnik, który rzeczywiście sprawiłby, że wszystko by się zmieniło. Co to takiego?

Żeby znaleźć ten magiczny składnik sięgnijmy do języka angielskiego. Pewność siebie po angielsku to self-confidence. No właśnie. Nie self-certainty tylko self-confidence. A confidence to przecież nie pewność, tylko zaufanie.

Zaufanie do siebie.

Zaufaj sobie

Co by się wydarzyło, gdyby zrobić taki eksperyment i po prostu samemu sobie zaufać? Pozbyć się iluzji pewności, iluzji kontroli i zaufać sobie, że się uda. Że damy radę. Że jesteśmy gotowi. Niewątpliwie nie jest to łatwe, bo zaufanie to generalnie trudna sprawa. Zazwyczaj trzeba za nie zapłacić wysoką cenę – zmierzenia się z własną niepewnością i lękiem. Wiele razy namawiałam mówców czy wokalistów, żeby wyszli na scenę bez kartki. Żeby nie zabierali na nią krzeseł. Żeby się rozluźnili i zaufali, że ich ciało będzie samo wiedziało, co zrobić z rękami. Zwykle najpierw pojawia się opór. Nie dam rady. Nie uda się. Bez tego nie ma szans. Czasem jest złość. Frustracja. Czasem nawet są łzy. A potem, po kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu wykonanych ćwiczeniach, nie wiadomo skąd, nagle jest trochę łatwiej. I jeszcze łatwiej. Aż wreszcie udaje się odetchnąć głęboko. I zaufać. Zaaplikować ten magiczny składnik, który sprawia, że wszystko jest lepiej. Nagroda jest warta swojej ceny. Spokój. Zadowolenie. Radość z udanego wystąpienia.

Nie namawiam nikogo, żeby zamknął oczy i skoczył w przepaść, licząc, że na dole leży gruby materac. Łatwiej budować zaufanie w oparciu o historię sukcesów. Ale sukcesy, których potrzebujemy, możemy osiągać w bezpiecznym środowisku – ćwicząc swój występ w domu, w sali szkoleniowej, przed małą i przyjazną publicznością, w roli której może wystąpić rodzina czy przyjaciele. Mądre ćwiczenie to solidny fundament zaufania. Ale to już temat na zupełnie inny artykuł.


Patrycja Obara

Patrycja Obara

Konsultant Przemawiania

Patrycja to interdyscyplinarystka, która realizuje się dydaktycznie prowadząc szkolenia dla firm, a także Wrocławską Szkołę Śpiewu stworzoną na fundamentach idei, że śpiewać może każdy, bez wyjątku. Wykładała w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego, tłumaczyła książki i artykuły dla Harvard Business Review Polska. Swoje pasje artystyczne realizuje jako wokalistka, autorka tekstów i kompozytorka w zespole SHE-la.
Przeczytaj też:

Trzy fakty na temat głosu, o których nie miałeś pojęcia

Tym wpisem rozpocznę serię tekstów o głosie – o tym, skąd się bierze, jak go prawidłowo używać i co zrobić, żeby nam służył jak najdłużej. Na początek trzy fakty, które na szkoleniach zawsze są pewnym zaskoczeniem dla uczestników.

Krytyczne sytuacje w przemawianiu

Ten wpis jest bardzo krępujący. Ale czy rzeczywiście powinien? Opisuję w nim sytuacje bardzo ludzkie i w dodatku takie, które po prostu zdarzają się mówcom.

Podobało Ci się?

Jeśli chciał(a)byś efektywnie wykorzystać wiedzę z tego artykułu w praktyce, możemy Ci pomóc – napisz lub zadzwoń:
kontakt@biuromowcow.pl
+48 790 300 458

Pracujemy zarówno z grupami (szkolenia), jak i w sesjach 1 na 1 (konsulting).
.

Zapisz się na nasz newsletter

* pole wymagane

Wyśpiewaj sobie głos

Wyśpiewaj sobie głos

Praca nad głosem często kojarzy się z wykonywaniem mozolnych ćwiczeń na oddech, dykcję, czy artykulację. Czasem też trudno od razu dostrzec ich wpływ na jakość głosu – postępy przychodzą stopniowo, co oznacza, że trzeba szukać innej motywacji do pracy, niż łatwo zauważalny sukces. Czasem więc uczestnik szkolenia pyta mnie, co zrobić, żeby tej motywacji nie stracić – w co przekuć codzienną praktykę świadomego mówienia, żeby od ręki czerpać z niej jakieś korzyści.

Odpowiadam: śpiewaj.

Im bardziej się boisz, tym bardziej spróbuj

Nauka śpiewu nie może co prawda zastąpić zajęć z pracy z głosem w mowie. Może natomiast stanowić dla nich świetne uzupełnienie. Dzięki niej łatwiej zautomatyzować pewne elementy prawidłowej emisji głosu w przyjemny sposób (bo przecież w głębi serca wszyscy lubimy śpiewać). A im bardziej wstydzisz, czy boisz się śpiewać, tym bardziej spróbuj. W praktyce mówcy mało jest cenniejszych doświadczeń niż przełamanie z sukcesem bariery wstydu i lęku.

Biologiczne zalety śpiewania

Jesteśmy zaprogramowani na śpiew. Za jego przetwarzanie są odpowiedzialne te same obszary mózgu, które odpowiadają za przetwarzanie emocji, zachowań instynktownych, podstawowych potrzeb biologicznych.

Pod jego wpływem podnosi się poziom dopaminy, neuroprzekaźnika odpowiedzialnego za subiektywne poczucie szczęścia i przyjemności, poprawiającego zdolność nauki nowych rzeczy i zwiększającego plastyczność mózgu. Wydziela się także serotonina, hormon powodujący zmniejszenie poziomu odczuwanego stresu, złagodzenie objawów depresji i lęku, poprawiającego jakość snu, regulującego apetyt i ciśnienie krwi. Wydziela się oksytocyna, hormon zakochania, który powoduje wzrost zaufania, pogłębienie więzi między ludźmi, zwiększenie poczucia sympatii i bliskości, a przy okazji również redukuje uczucie lęku. Wydzielają się endorfiny, hormony zwiększające nasze subiektywne poczucie szczęścia, zmniejszające poziom odczuwanego stresu i bólu. Endorfiny działają jak opium, tylko są bezpieczne, darmowe, absolutnie legalne i dostępne na wyciągnięcie dłoni – czy właściwie głosu. Co więcej, obniża się poziom kortyzolu, hormonu stresu. To z kolei, oprócz poprawy naszego stanu emocjonalnego, pozwala zredukować fizyczne objawy stresu, w efekcie przyczyniając się do zwiększenia odporności organizmu. Podobny koktajl biochemiczny serwujemy sobie jeszcze tylko przy okazji jednej czynności, tej jednak – w odróżnieniu od śpiewu – nie wypada wykonywać ani publicznie, ani grupowo.

Śpiew jest ważniejszy niż Ci się wydaje

Na śpiew reagują neurony lustrzane. Jest to grupa neuronów, dzięki którym uczymy się zachowań społecznych, współodczuwamy z innymi, rozumiemy ich emocje (i zarażamy się śmiechem czy ziewaniem). Wskutek aktywności neuronów lustrzanych, kiedy ktoś przy nas śpiewa, sami czujemy, jakbyśmy śpiewali. Dowiedziono też, że kiedy śpiewamy z innymi, synchronizuje się rytm bicia naszych serc.

Wspólny śpiew pozwala zaspokoić potrzebę przynależności, która w hierarchii potrzeb Maslowa znajduje się na wysokim, trzecim poziomie. To dlatego śpiew jest z ludźmi zawsze wtedy, gdy czują potrzebę zjednoczenia. Kiedy kibiców ewakuowano po zamachu terrorystycznym na paryskim stadionie Stade de France w 2015 roku, spontanicznie zaczęli śpiewać Marsyliankę. Wcześniej, jestem tego pewna, śpiewali piosenki dopingujące ich drużyny.

Kiedyś śpiew był sposobem na wyrażenie emocji, na budowanie więzi. Dziś jest czymś, co podlega krytyce i surowej ocenie. Nasze ciała kiedyś służyły do życia. Te skomplikowane maszyny były wehikułami, którymi podróżowaliśmy od samego początku, po sam kres. Dziś są prostymi strukturami mającymi proste funkcje – wyglądać i zapewniać prestiż swoim użytkownikom. Nasze głosy też kiedyś służyły do życia. Do wyrażania miłości, do budowania więzi, do witania, do żegnania, do wspominania, do czarowania, do bycia razem. Dziś służą do tego, żeby można nas było podzielić na lepszych i gorszych. Nadających się i nienadających się. Tymczasem każdy się nadaje. Mowa to śpiew, tylko bez muzyki w tle. A śpiew to umiejętność jak każda inna – jeśli będziesz nad nią pracować, będziesz robić postępy.

Korzyści ze śpiewania

Korzyści z tego jest wiele – szczególnie jeśli zdobędziesz się na odwagę, żeby ze swoim śpiewem wyjść do ludzi.

Wspólny śpiew to nowe spojrzenie na samego siebie. Jeśli udało mi się zrobić coś, czego tak bardzo się bałam, to może i z innymi rzeczami mi się uda?

Wspólny śpiew to nowe spojrzenie za zespół. Że jednak nikt nas nie ocenia. Że jednak wszyscy się wspieramy, bo razem pokonujemy podobne trudności.

Wspólny śpiew to kontakt z własnym ciałem i świadomość ciała. Umiejętność znajdowania i rozluźniania napięć, kontrola oddechu, postawy ciała, brzmienia głosu.

Wspólny śpiew to równowaga. Wspólne decydowanie o ostatecznym efekcie pracy. Balansowanie między emocjami w melodii a działaniem w rytmie.

Wspólny śpiew to sposób na wyrażenie siebie, swoich emocji i uświadomienie sobie różnorodności i zaakceptowanie jej, znalezienie dla niej miejsca i miejsc dla poszczególnych osób, tak by wykorzystać ich potencjały.

Wspólny śpiew to dialog, współpraca, znajdowanie właściwych ról w zespole.

Wspólny śpiew to poczucie przynależności, którego dziś mamy tak mało. Wiele szkoleń i działań u swych fundamentów zorientowanych jest na współzawodnictwo lub indywidualny rozwój. A wspólny śpiew tworzy między ludźmi prawdziwie głęboką, organiczną więź i emocjonalną bliskość.

Wspólny śpiew to wyjście ze strefy komfortu. Mało jest na to tak skutecznych sposobów jak improwizacja wokalna. I mało tak obezwładniająco satysfakcjonujących powrotów, jak ten z myślą: nie wierzę, udało się.

Wspólny śpiew uczy ufać instynktowi, intuicji, reagować, odpowiadać, szukać odpowiedzi w sobie i czerpać inspirację z otoczenia.

Wspólny śpiew pozwala uwierzyć, że wiele rzeczy pozornie niemożliwych, jest tak naprawdę możliwych. Że na przykład skłócony i niezbyt radzący sobie ze współpracą zespół może w dwie godziny napisać, zaśpiewać i nagrać piosenkę – i że potem nie jest już taki skłócony. Albo że może się spotkać w jednym miejscu dwadzieścia obcych sobie osób, które nie śpiewają i nie mają pojęcia o grze na instrumentach i cztery godziny później wyjść z sali jako zespół wokalno-instrumentalny, który przed chwilą zagrał pierwszy wspólny koncert. Krótki. Na jeden utwór. Ale koncert. Wspólny. I jak już w to się uwierzy, to trochę łatwiej uwierzyć w całe mnóstwo innych pozornie trudnych rzeczy.

I to wszystko niezależnie od poziomu umiejętności. Wspólny śpiew przynosi więcej korzyści, niż śpiew doskonały.

Spróbuj. Zadziała. Obiecuję.


Patrycja Obara

Patrycja Obara

Konsultant Przemawiania

Patrycja to interdyscyplinarystka, która realizuje się dydaktycznie prowadząc szkolenia dla firm, a także Wrocławską Szkołę Śpiewu stworzoną na fundamentach idei, że śpiewać może każdy, bez wyjątku. Wykładała w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego, tłumaczyła książki i artykuły dla Harvard Business Review Polska. Swoje pasje artystyczne realizuje jako wokalistka, autorka tekstów i kompozytorka w zespole SHE-la.

Przeczytaj też:

Trzy fakty na temat głosu, o których nie miałeś pojęcia

Tym wpisem rozpocznę serię tekstów o głosie – o tym, skąd się bierze, jak go prawidłowo używać i co zrobić, żeby nam służył jak najdłużej. Na początek trzy fakty, które na szkoleniach zawsze są pewnym zaskoczeniem dla uczestników.

Krytyczne sytuacje w przemawianiu

Ten wpis jest bardzo krępujący. Ale czy rzeczywiście powinien? Opisuję w nim sytuacje bardzo ludzkie i w dodatku takie, które po prostu zdarzają się mówcom.

Podobało Ci się?

Jeśli chciał(a)byś efektywnie wykorzystać wiedzę z tego artykułu w praktyce, możemy Ci pomóc – napisz lub zadzwoń:
kontakt@biuromowcow.pl
+48 790 300 458

Pracujemy zarówno z grupami (szkolenia), jak i w sesjach 1 na 1 (konsulting).

Zapisz się na nasz newsletter

* pole wymagane

.